Paralaksa tła

Psychologia: Samotni we dwoje

Podziel się wiedzą!

Jak pisał jeden z wybitnych psychologów społecznych, Elliot Aronson: „Człowiek jest istotą społeczną” – zatem natura stworzyła nas zwierzętami stadnymi. Oznacza to ni mniej, ni więcej, że do prawidłowego, niezaburzonego funkcjonowania potrzebujemy kontaktów międzyludzkich. Nawiązujemy różne relacje: zawodowe, prywatne, towarzyskie; łączymy się w pary i zostajemy w związku we dwoje lub w przyszłości zakładamy rodziny. Jednak czy kiedy mamy wokół siebie pełno ludzi, albo jesteśmy z kimś w związku, to oznacza, że nie możemy być samotni?

Żyjemy w czasach, w których niestety relacje międzyludzkie dominuje internet oraz rozmowy w sieci. Najczęściej, właśnie przez „życie w sieci”, ludzie co raz bardziej oddalają się od siebie. Nie tylko cierpią na tym relacje towarzyskie, ale również intymne relacje między partnerami.  Wydaje nam się, że ktoś kto „jest z kimś” – ma partnera/kę, żonę, męża – nie jest samotny, w przeciwieństwie do osób, które żyją same, w pojedynkę. Jednak czy być samemu i być samotnym, to tożsame pojęcia? Wiele osób, które zdecydowały się na życie w pojedynkę,  czy to w efekcie wydarzeń życiowych czy własnych poglądów, wcale nie jest samotnych i tak też się nie czuje – brak życiowego partnera nie wyklucza posiadania przyjaciół czy uczestnictwa w różnego rodzaju wydarzeniach, aktywnościach oraz spotkaniach. To przyjaciele i znajomi, z którymi utrzymujemy bliskie i dobre kontakty sprawia, że nie czujemy się wykluczeni czy samotni. Samotność jest też przede wszystkich indywidualnym doznaniem, które każdy przeżywa na swój sposób, w zależności od sytuacji, w jakiej się znajduje.

Razem a jednak osobno

Jest natomiast mnóstwo osób będących w związku, które czują się w nim samotnie. Dla świata „zajęci”, dla psychiki „pozostawieni sami sobie”. Tylko w teorii mają partnera, na którym mogą polegać w razie potrzeby, porozmawiać tak po prostu, czy zwierzyć się w trudnych chwilach, porozmawiać ouczuciach. Brak oparcia, szczerej rozmowy, wspólnych tematów czy aktywności sprawia, że będąc w związku, czujemy się samotni. I sama fizyczna obecność drugiej osoby nie sprawi, że poczujemy się lepiej. Nie chodzi przecież o to, żeby ktoś był, siedział obok – chodzi o to żebyśmy czuli jego obecność, że jest „z nami, dla nas”. Samo siedzenie obok, brak uwagi dla partnera czy wpatrywanie się w telefon lub komputer nie wystarczą, by podtrzymać związek. 

Miało być tak pięknie

Początki zwykle bywają kolorowe. Zakochani, rozmawiają godzinami, spędzają każdą wolną chwilę razem. Randki, wspólne spacery, wypady w góry. Jednak po jakimś czasie związek „traci na mocy”,  brakuje dotychczasowych uniesień i związek wkracza cichy zabójca – rutyna. Codzienne obowiązki, praca, problemy rodzinne, zobowiązania finansowe i wiele innych sprawiają, że zapominamy o konieczności dbania o związek – to tak jak z kwiatami, jeśli nie będziemy ich pielęgnować, to w końcu zmarnieją. Z pozoru relacje między ludźmi wydają się  być banalne, jednak jeśli zabraknie wzajemnej uwagi, bliskości i intymności, spędzanych wspólnie chwil, zaczynamy się co raz bardziej od siebie oddalać, a z czasem czujemy się samotni, pomimo „bycia w związku”.

„Twarzą w twarz”, czyli rozmowa z komputerem

Może też okazać się, że trzymamy się pozorów i przekonujemy wszystkich dookoła, a przede wszystkim samych siebie, że jesteśmy szczęśliwi w relacji w której trwamy, a partner spełnia wszystkie nasze potrzeby. Przecież „tak dużo ze sobą rozmawiamy przez Messengera, wysyłamy setki wiadomości na Snapchacie, wzajemnie komentujemy swoje posty na Facebook’u, piszemy sms-y całymi dniami”… Niestety, nagle okazuje się, że żyjemy w wirtualnym świecie, w którym zwykle nie rozmawia się poważnie o problemach i uczuciach, tylko o rzeczach prostych, zwykłych, nie poruszających głębokich i istotnych tematów. Natomiast, zahaczając o problematyczną kwestię, twierdzimy: „To nie rozmowa na telefon”, „Porozmawiamy o tym w domu”, a kiedy spotykamy się odpowiednim gruncie, sam na sam, nie potrafimy szczerze ze sobą porozmawiać. Okazuje się wtedy, że wymieniamy ze sobą kilka mało istotnych zdań, bo nikt nie wie jak zacząć problematyczną rozmowę, siadamy obok siebie i każdy zajmuje się sobą. Kiedy za dużo czasu spędzamy osobno i nie potrafimy już szczerze rozmawiać, w związku zaczyna czegoś brakować, aż w przychodzi moment kiedy przestaje być satysfakcjonujący. W końcu, wcześniej czy później, ktoś uświadomi sobie, że nie jest szczęśliwy w takiej relacji, czuje się samotny i nie chce już dłużej udawać, bo chce być z kimś w kim będzie mieć oparcie, powiernika i słuchacza – nie wytrzyma, pęknie, a budowana pomiędzy partnerami ściana po prostu runie, zostawiając za sobą ofiary. Zwykle, kiedy przychodzi ten moment, relacje pomiędzy dwojgiem ludzi są już tak słabe, że łatwiej odejść i układać sobie życie z kimś innym, niż próbować ratować wypalony związek.

Blisko, nie za blisko

Nie można jednak popadać w skrajności. Nie chodzi przecież o to, by zawsze wszystko robić razem i o wszystkim, bezwzględnie, sobie mówić czy opowiadać. Każdy potrzebuje własnej przestrzeni na samorealizację, odpoczynek czy chociażby chwilę wyciszenia. Nie musimy też podawać na tacy całych siebie – drobne sekrety sprawią, że zostawimy pewną przestrzeń tylko dla siebie, a dla partnera będziemy bardziej atrakcyjni, jako osoby, które trzeba wciąż odkrywać – osoby, które znamy na wylot stają się dla nas przewidywalne, a przez to tracą na atrakcyjności. Jeśli jednak partner zapyta nas o coś, czego nie mówiliśmy a jego nurtuje, starajmy się szczerze odpowiedzieć, by nie prowokować niepotrzebnych niedomówień, prowadzących do kłótni. Możemy też, a nawet powinniśmy, oszczędzać drugiej osobie pewnych, zbyt szczegółowych informacji z naszego dnia, np. streszczenia z nudnego spotkania służbowego czy opowiadaniu żonie o świetnym, nowym aucie kolegi – no chyba, że w czasie tego spotkania wydarzyło się coś bardzo dla nas ważnego a żona interesuje się motoryzacją.

Wspólne rozmowy i spędzanie ze sobą czasu, nie oznaczają też zmuszania partnera do robienia rzeczy, za którymi nie przepada czy w danym momencie nie ma na nie ochoty. Nie musimy przecież lubić tego samego czy mieć tych samych zainteresować – miło kiedy mamy wspólne pasje, ale różnorodność też jest dobra. Dzięki niej możemy wzajemnie się uczyć, poznawać i pokazywać nowe, nieznane dotąd obszary, co dodatkowo zbliża oraz pogłębia i zacieśnia relacje. Najważniejsze żeby znaleźć lub wypracować kompromis, a także wspólnie poddawać się czynnościom, które obojgu będą sprawiać przyjemność, pozostawiając jednocześnie sobie nawzajem trochę prywatnej przestrzeni.✤

mgr Małgorzata Kuczar, psycholog

walentynki_randka
Podziel się wiedzą!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *