Paralaksa tła

Psychologia: Związki zbyt otwarte?

Podziel się wiedzą!

Dzisiaj monogamia wygląda zupełnie inaczej niż 10 lat temu, nie wspominając nawet tego jak wyglądała ona 30-40 lat wcześniej… Wiele par żyje w miłosnym wielokącie, akceptując pozamałżeńskie stosunki partnera do momentu, kiedy nie zaczynają one zagrażać ich bliskiej relacji. Czy jest jakaś cena za rezygnację z wyłączności na partnera? Jeśli tak, to komu przyjdzie zapłacić rachunek?

W naszej kulturze taka postawa najczęściej spotka się z oburzeniem, choć już pewnie rzadziej wśród młodych ludzi. Zapominamy, że nie jest to nowość a idea wolności seksualnej była praktykowana co najmniej od czasów Starożytnej Grecji. Wielozwiązkowość nie jest również niczym obcym dla kultur Bliskiego Wschodu, Afryki czy Azji a wolna miłość przeżywała swój renesans w wielu krajach w latach ’60 i ’70 ubiegłego wieku, kiedy to głosiły ją popularne wówczas ruchy hipisowskie.

Wiele osób uważa wierność za fundament udanego związku. Z reguły jest ona postrzegana jako brak wchodzenia w intymne relacje z innymi osobami niż partner. Niektórzy postrzegają jednak ją nieco odmiennie, co też wskazuje, że dla każdego może ona oznaczać coś innego. Ludzie, których definicja wierności jest inna od tej wspomnianej, łatwiej decydują się na mniej tradycyjne i bardziej otwarte związki.

Złożona miłosna geometria

Nie wszystkie miłosne wielokąty mają jednak te same założenia. Tu należy się na chwilę zatrzymać, by rozgraniczyć pojęcia poliamorii i otwartych związków. Poliamoryści twierdzą, że nie chodzi im o seks, a zwielokrotnioną miłość, bliskość i intymność. Podkreślają oni, że ważną częścią takiego układu są wzajemne zaufanie, szczerość, otwartość, równość płci i etyka – a jeśli braknie szczerości i otwartej komunikacji to nie mówimy o poliamorii tylko o zdradzie. Pomiędzy wszystkimi uczestnikami układu istnieją więzi emocjonalne co sprawia, że takie związki, pomimo że zbudowane na tych samych wartościach co  monogamiczne, potrafią być bardzo skomplikowane – ciężko jest nam się dogadać tworząc bliską relację z jedną osobą, a wyobraźmy sobie żyjące w jednym domu co najmniej trzy osoby, gdzie każda z nich jest w więzi miłosnej z pozostałymi domownikami – każdą istotną decyzję należy uzgodnić ze wszystkimi i znaleźć kompromisy a wszystkie te osoby mają takie samo prawo do zaspokojenia seksualnego i bliskości zgodnie ze swoimi potrzebami, co jednocześnie wyklucza charakterystyczną dla monogamii zazdrość. Daje to też co prawda więcej możliwości dzielenia się szczęściem, pomocy i pocieszenia w smutku co i tak nie uczyni sytuacji mniej skomplikowanej…  Tak więc poliamoria dotyczy tworzenia pełnych związków wraz z ich wszystkimi wadami i zaletami, tyle że związek tworzony jest równocześnie nie przez dwie osoby a przez kilka. 

Obecnie pojęcie poliamorii często jest źle wykorzystywane przez co zatraca swoje znaczenie – usprawiedliwia się nim realizowanie hedonistycznych potrzeb i dążenie jedynie do zaspokojenia seksualnego z różnymi partnerami w czasie trwania stałego związku. W takiej sytuacji żeby uniknąć poczucia winy z powodu zdrady, rozwiązaniem staje się otwarty związek – za pełną wiedzą i zgodą partnera, dana osobowa uprawia seks z innymi, bez zaangażowania emocjonalnego w te relacje. Często niestety w taki sposób są maskowane nieetyczne cele, usprawiedliwiane świadomością partnera, że druga połowa chce umawiać się z kimś na seks i on się na to zgodził – więc to nie jest zdrada. W takim przypadku parter jest wykorzystywany dla usprawiedliwienia popędów i zachowań seksualnych drugiego.

Otwarty nie zawsze znaczy zły

Nie zawsze jednak praktykowanie takiego układu musi być krzywdzące. Wszystko zależy od intencji obu partnerów a także klarownych i szczerych ustaleń między nimi. Mimo wszystko, nie oznacza to braku ryzyka dla ich związku. 

Zdecydowanie się na taki krok wymaga od partnerów ogromnego zaufania wobec siebie a także bezwzględnej otwartości i szczerości, co wcale nie oznacza, że rozmowy  swoich seksualnych potrzebach, fantazjach i doświadczeniach będą dla nich łatwiejsze. W otwartym związku partnerzy dają sobie wzajemne prawo do nawiązywania intymnych relacji z innymi osobami i nie jest to uznawane za zdradę. Towarzyszą temu sprecyzowane ustalenia co do tego, na jakich zasadach odbywać się będą takie spotkania – i tu jest to kwestia indywidualna dla każdej pary. Najczęściej partnerzy ustalają, że każde spotkanie seksualne będą sobie wzajemnie komunikować a po wszystkim rozmawiać o tym co się działo, czego doświadczyli i co czuli. 

Zawsze trzeba mieć wybór

Ważne jest, aby z góry ustalić też możliwość wpływu jednego partnera na decyzje i spotkania drugiego oraz opcję zakończenia otwartości związku w każdej chwili – to co początkowo wyda nam się fajne nie musi być przecież takie cały czas. Obaj partnerzy powinni mieć taką możliwość gdy tylko coś im się nie spodoba lub poczują zagrożenie dla ich bliskiej relacji, wówczas każda ze stron musi się z tym liczyć i nie może mieć do drugiej pretensji. W zależności on intencji partnerów, niezależnie od ustalonych zasad, niesie to możliwość niezadowolenia partnera z decyzji drugiego o przerwaniu układu, co w konsekwencji może powodować uwikłanie w zdrady (czyli kontynuację dotychczasowych zachowań, z tym że wbrew woli i wiedzy partnera) lub całkowity rozpad związku.

Relacyjna pułapka

Pary które decydują się na otwartość seksualną zawsze ponoszą pewne ryzyko zagrożenia ich własnej relacji. Może bowiem się okazać, że pomimo pierwotnych ustaleń czerpania jedynie przyjemności seksualnej z takich spotkań, jeden z partnerów zaangażuje się emocjonalnie w kontakt z łóżkowym parterem. Taka sytuacja doprowadzi do rozbicia związku lub zerwania relacji z „dorywczym” partnerem, co w przypadku zaangażowania emocjonalnego może przynieść uczucie podobne do zerwania/rozstania się z bliską osobą i rzutować również na przebieg i przyszłość pierwotnego związku. 

Ta kwestia dotyczy nie tylko stanu, kiedy oboje partnerów korzysta z przyzwolenia na niezobowiązujący seks z obcymi, ale też kiedy oboje się na to zgodzili, a praktykuje tylko jedno z nich. Tu jest nie tylko zagrożenie dla trwałości związku, ale też krzywdy osoby która godzi się na otwarty układ jednak sama pozostaje wierna swojemu partnerowi. Taka sytuacja może być jedną z tych, kiedy partner ma złe intencje i jedynie chęć współżycia z różnymi osobami – egoistycznie w celu utrzymania dotychczasowego związku przekonuje drugą połowę, że otwartość seksualna będzie dla nich dobra, wniesie coś nowego i zaspokoi jego większe niż przeciętne potrzeby. Postawiony w tej sytuacji partner może poczuć, że jego związek jest zagrożony i jeśli nie przystanie na taką otwartość to tamten odejdzie. Dla zachowania ciągłości relacji przystaje na propozycję, po czym pozostaje mu cierpieć w milczeniu lub przekonać samego siebie, że pozytywnie wpływa to na ich wspólne życie. Osoba aktywna w takim układzie często twierdzi, że dzięki możliwości uprawiania seksu poza związkiem bez konsekwencji dla niego, jeszcze bardziej docenia partnera i sam związek, a kontakty seksualne z innymi są jedynie zaspokojeniem potrzeb a nie wykorzystywaniem sytuacji. Druga strona natomiast sięga tu po argument szczęścia swojego partnera: „Ja tego nie potrzebuję, ale skoro on/ona w ten sposób się realizuje i jest szczęśliwy, to ja też jestem”, a w pytaniu o obawy o trwałość związku usprawiedliwiają, że to normalne, bo przecież osobę z którą się ich partner może zaangażować mógłby spotkać wszędzie: w pracy, w sklepie, na spacerze. Pytanie, na ile tak czują a na ile próbują zaklinać rzeczywistość i przekonać o tym innych, jednocześnie umacniając w tym samych siebie? Czasem jest to kwestia strachu o trwałość związku a czasem kwestia wygody – może coś już się dawno temu w namiętności wypaliło, stosunków seksualnych nie utrzymują już od dawna ale mają potrzebę bliskiej relacji emocjonalnej lub egzystencjalnej z partnerem i strach przed rozstaniem paraliżuje? Może za trwałością związku przemawiają kwestie finansowe? Motywatory do wejścia w tego typu układ mogą być różne – nie ma lepszych czy gorszych, za to efekty mogą być różne od oczekiwanych.

Ukryte wady

Pomijając już kwestię wspomnianego zaangażowania emocjonalnego w relację z przygodnym partnerem, otwarte związki mają też inne wady. Jeśli decyzja o otwartości seksualnej była podyktowana rozłąką i związanym z tym brakiem możliwości współżycia stałych partnerów ze sobą, po ponownym wspólnym zamieszkaniu niekoniecznie będą oni potrafili wrócić do normalnego modelu związku. Takie ryzyko odnosi się z resztą do każdej otwartej pary, niezależnie od motywacji z jaką weszli w otwarty układ. Natomiast decyzja o otwartości seksualnej podyktowana argumentem poprawy satysfakcji ze wspólnego życia erotycznego, może sprawić, że efekt będzie odwrotny i wspólny seks zacznie wydawać się nudny w porównaniu do ciągłych kontaktów seksualnych z innymi osobami.

Czy to ma sens?

Nie ma na to jednoznacznej odpowiedzi – to zależy od partnerów, ich wzajemnej otwartości, szczerości i zaufania wobec siebie. Na pewno należy dobrze to przemyśleć zanim złoży się partnerowi propozycję takiego układu. Jeśli chociaż jedna ze stron ma co do tego wątpliwości,  lepiej zrezygnować z pomysłu. Decydując się na otwartą relację należy też wziąć pod uwagę i liczyć się z ewentualnym ryzykiem jakie niesie dla związku taki układ – łącznie z rozstaniem.

Złożoność otwartych związków jest znacznie większa i nie ma możliwości opisania ich wszystkich aspektów, co tym bardziej powinno pokazać, że nie jest to opcja dla każdej pary. Z biegiem czasu każdy z nas się zmienia – zmieniają się nasze potrzeby – a niestety rzadko to komunikujemy. Jeśli coś w relacji dwojga ludzi się psuje, warto najpierw ze sobą szczerze porozmawiać, bo często to brak otwartości w komunikacji powoduje brak satysfakcji w związku. Zanim wejdzie się w tego typu ryzykowny układ, spróbujmy najpierw sami odpowiedzieć na wzajemne potrzeby, a w razie konieczności skontaktujmy się z seksuologiem. ✴︎

Małgorzata Kuczar,

Psycholog

para_sex
Podziel się wiedzą!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *