Paralaksa tła

Psychologia: Samotność niejedno ma imię

Podziel się wiedzą!

Ludzie co raz częściej odczuwają samotność. Nie ma reguły, kogo ten stan dotyka. Dotyczy on zarówno osób starszych jak i bardzo młodych, a przecież w przypadku ostatnich wydawać by się mogło, że to samotność najmniej im zagraża. Jak się jednak okazuje, ma ona nie jedno imię – dotyka nie tylko ludzi pojedynkę, ale również tych w związkach i z rodzinami.

Wbrew powszechnemu przekonaniu, samotność nie oznacza braku ludzi w najbliższym otoczeniu i ubogiego życia towarzyskiego. Oczywiście można odczuwać samotność, będącą konsekwencją izolacji społecznej, która przełoży się na poczucie izolacji emocjonalnej. Jednakże paradoksalnie, „sam” wcale nie musi oznaczać „samotny”. Wiele osób preferuje życie w pojedynkę i docenia spędzanie czasu samemu ze sobą, a mimo to posiadają również satysfakcjonujące związki emocjonalne z innymi, choć może to być zaledwie parę osób. 

Z drugiej zaś strony, stale wzrasta liczba osób zgłaszających się po pomoc do specjalistów, z powodu poczucia samotności, pomimo posiadania rodziny, znajomych i udanego życia osobistego. Na ten stan wpływa własne poczucie braku „żywych” więzi z innymi osobami. W wywiadach pacjenci podają, że ich codziennemu życiu towarzyszą: dotkliwe uczucie pustki w relacjach, lęk. Osoby cierpiące opisują ten stan wręcz jako ból fizyczny, stąd też od kilku lat trwają rozważania o uznaniu samotności w międzynarodowej klasyfikacji chorób i zaburzeń psychicznych. 

Życie na automacie

Co ciekawe, pacjenci zwykle nie wiążą takiego samopoczucia z samotnością – mówią o przeciążeniu psychicznym, zawodowym, problemach osobistych, spadku formy, niezadowoleniu z własnych osiągnięć. Jednak opisując swój dzień, uświadamiają sobie, że codziennie realizują pewien schemat. Ich  życie bowiem odbywa się mechanicznie, skupiając się na tym by rano wstać, przygotować się i wyjść do pracy, tam zrealizować wyznaczone zadania, a potem obowiązki domowe, czasem regularne spotkania ze znajomymi; na koniec do domu spać, żeby znów rano wstać. Już nawet budowanie bliskich relacji opiera się na tym, że „wypadałoby kogoś mieć, bo tak wygodniej, bo bezpieczniej”, jednak brak temu głębszych przemyśleń na temat wspólnego życia z tą osobą, zamieszkania z nią, stworzenia bliskiej, osobistej relacji. Właśnie takie schematyczne działania generują pustkę.

Coś jest nie tak, tylko co?

Czasem, po głębszym namyśle, uświadamiamy sobie, że czasami odczuwamy w ciele dziwne napięcie, pewnego rodzaju niepokój – taki nieprzyjemny stan, który mówi nam o tym, że powinniśmy zwrócić na coś uwagę – tylko na co? Warto wtedy wrócić pamięcią do ostatniej trudnej sytuacji w jakiej się znaleźliśmy i spróbować przypomnieć sobie: jakie myśli temu towarzyszyły? Co wtedy czuliśmy? Jeśli doświadczamy myśli, że nie możemy liczyć na czyjąś pomoc i jesteśmy zdani sami na siebie, to może być pierwsza oznaka tego, że wewnętrznie czujemy subiektywnie brak bliskiej osoby, na której możemy polegać, która pomogłaby w trudnych chwilach. W następnym kroku można przypomnieć sobie w jaki sposób spędzamy wolny czas – w towarzystwie laptopa, obcych ludzi w parku czy na siłowni? To najlepiej powinno nam uświadomić, że być może poza kontaktami wynikającymi z obowiązków osobistych czy zawodowych, nie mamy nikogo, z kim po prostu chcielibyśmy spędzić czas, dla samego towarzystwa, wspólnego wykonywania jakiś aktywności itp.

To co czuję…

Samotność jest odczuciem czysto subiektywnym, które jest niezależne od stanu faktycznego naszego życia towarzyskiego czy sytuacji rodzinnej. Przejawia się też w różny sposób, jednak u osób odczuwających ten rodzaj pustki można wyróżnić kilka cech występujących:

  • brak zaufania do innych osób,
  • żal do bliskich o brak wsparcia,
  • lęk przed krytyką, nieadekwatna reakcja na nią oraz niechęć do odkrywania się przed innymi,
  • poczucie bycia odmiennym, niezrozumianym czy nieakceptowanym przez otoczenie,
  • poczucie samowystarczalności,
  • niechęć do spędzania czasu w liczniejszym gronie,
  • labilność emocjonalna, nadmierne eksponowanie słabości.

Takie przekonania mogą mieć różne podłoże. Prowadzić mogą natomiast do dystansu, wyuczonego choćby na podstawie wielokrotnego doświadczenia nieżyczliwości od innych ludzi. Utrwala to niestety przekonanie, że relacje są zagrażające i niosą za sobą ryzyko skrzywdzenia. Dlatego działając w obronie własnej stwarzamy mur, dając się poznać innym na tyle, ile uważamy za bezpieczne. To zaś sprawia, że chcąc kontrolować sytuację, w kontaktach jesteśmy bardziej dawcami niż biorcami, przez co czujemy się pomijani i zaniedbywani, a doskonale wykształcony nawyk „dawania” powoduje brak umiejętności rozpoznania własnych potrzeb, bo do tej pory nie one były istotne – i tak koło się zamyka.

Nie do wytrzymania

Przychodzi moment, kiedy to postrzegany, że wszystko nas przytłacza, poczucie presji wrasta a ten stan i towarzyszące mu odczucia stają się nie do zniesienia. Najlepszym sposobem na wyrwanie się z takiej swoistej „klatki”, jest podjęcie działań. Nie ma co czekać, aż ktoś nam pomoże – tkwiąc w takiej postawie istnieje wysokie prawdopodobieństwo, że tej pomocy nie zauważy, albo po prostu ją odrzucimy, broniąc się jak dotychczas przez skrzywdzeniem. Jednak aby móc uwolnić się od przykrych emocji, przede wszystkim trzeba je zidentyfikować. Zrobienie pierwszego kroku niejednokrotnie napawa lękiem, dlatego warto zacząć pracę nad sobą, dzieląc ją na małe etapy. Dla przełamania pierwszych lodów, można rozpocząć od kontaktów telefonicznych i za pośrednictwem komunikatorów internetowych, a następnie przejść do kontaktów bezpośrednich, podczas spotkań „twarzą w twarz”. Na początek mogą to być osoby nam bliskie, dobrze znane, gdyż przed nimi będzie nam się łatwiej otworzyć. Pamiętajmy jednak, że to od nas zależy czy opowiemy komuś swoją historię i co w niej zawrzemy.

Kontakty i poglądy

Warto też przyjrzeć się osobom w naszym otoczeniu i przemyśleć zerwanie kontaktu z osobami, które sprawiają, że czujemy się samotnie. Przed tym należy jednak zadać sobie kilka pytań, np. jak czujemy się przed, a jak po spotkaniu z daną osobą – lepiej, bez zmian, a może gorzej? Czy gdyby nie to złe samopoczucie to poszlibyśmy na spotkanie? – jeśli tak, to warto iść na nie mimo gorszego humoru. Bliżej przyjrzeć się należy również swoim poglądom na temat własnego życia i samotności, a w razie potrzeby je przewartościować. To od nas zależy w jakim stanie chcemy trwać. Czasami przyzwyczajenie do przeżywania pustki i poczucia osamotnienia tak nas zniewala, że zapominamy o tym, że możemy czuć inaczej. Trzeba tylko podjąć odpowiednie działania. Na początek warto więc też pomyśleć nad tym: na ile jestem zadowolony z siebie? Czy sam siebie akceptuję? Czy na miejscu innych osób chciałbym siebie poznać? Co mogę zrobić, by zachęcić innych do poznania mnie?

Oswój wroga

Nawiązywanie i pielęgnowanie kontaktów jest bardzo ważne, jednakże warto też zadbać o nauczenie się spędzania czasu we własnym towarzystwie. Pozwoli to docenić różne aspekty naszego życia, a ponadto nie będziemy już tak negatywnie postrzegać samotności jak dotychczas. Czasem każdemu jej odrobina jest potrzebna. Uważasz, że wstydem jest wyście do kina czy do teatru samemu? Odważ się, zrób to! Zobaczysz, że jest wiele osób spędzających tak czas w pojedynkę. A co najważniejsze, pozwoli Ci się to przekonać o tym, że tak spędzony czas może sprawić Ci przyjemność. Nie pozwól jednak, aby takie własne towarzystwo zdominowało spędzanie Twojego wolnego czasu. Pamiętaj, że wszystko w nadmiarze szkodzi, dlatego nie zapominaj też o utrzymywaniu relacji i spędzaniu czasu wspólnie z bliskimi i przyjaciółmi.

Każdy nosi swój bagaż

Samotność ma wiele twarzy. Możemy czuć się samotnie, bo po pracy wracamy do pustego mieszkania, albo dlatego, że naszym zdaniem partner o nas się nie troszczy. Możemy odczuwać pustkę z lęku przed kontaktami lub żalu do innych osób, przez poczucie niedopasowania albo obawy przed byciem skrytykowanym. Jaki powód by to nie był, warto pamiętać, że każdy z nas doświadcza tego poczucia na różnych etapach swojego życia. Ponadto, warto wziąć pod uwagę, że jest to czysto subiektywne poczucie, stan naszego umysłu, który zapewne nie ma nic wspólnego ze stanem faktycznym. Najważniejsze, by mieć na względzie swoje potrzeby, a także nie zamykać się na innych. Już Arystoteles określił człowieka jako z łac. animal sociale – istotę społeczną – kontakt  z drugą osobą, wsparcie i aprobata są jednymi z naszych podstawowych potrzeb.✴︎

mgr Małgorzata Kuczar, psycholog

Podziel się wiedzą!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *